Polski internet jest jeszcze młody. Charakteryzuje się dużą różnorodnością i indywidualnością – wiele polskich produktów okazało się lepszych (czy powiedzmy – tylko bardziej popularnych) od wytworów potentatów światowych. Allegro dominuje nad Ebay, messengery w starciu z Gadu-Gadu wypadają mizernie a wśród czołowych portali brak AOL, Yahoo, MSN (głównie dlatego, że produkty te Polskę jeszcze omiajają). Google stara się jak może i jeśli chodzi o wyszukiwanie, to dominuje, ale z Gmailem jest już gorzej mimo, żę popularność usługi systematycznie rośnie dzięki niesamowitej funkcjonalności i ergonomii.

Wyjątkowość naszego rynku internetowego polega na tym, że w skali globalnej nie jest priorytetem dla największych światowych przedsięwzięć. Biorąc pod uwagę społeczności – o Bebo i Hi5 nie słychać, Myspace dopiero wchodzi, Facebook jeszcze daleko. Twitter, Orkut, LinkedIn, społeczności Microsoftu – gdzie oni są? Polacy kochają swoje produkty. Podświadomie – nie zawsze są one lepsze, ale po prostu były pierwsze i lepiej wykorzystują specyfikę polskiego internauty. Moim zdaniem, Gadu-Gadu to fatalny komunikator, ale bazuje na przyzwyczajeniu użytkowników. Skype został spolszczony i promowany przez Onet – już jest na drugim miejscu. Epuls - serwis dla nastolatków powstały w Polsce został przejęty i wdrożony w Niemczech, Allegro i Gemius atakują Europę wschodnią i południe.

Opieszałość koncernów (brak polskich wersji językowych usług bijących rekordy popularności) i raczej przeciętny potencjał rynku internetowego w Polsce sprawia, że jest on wyjątkowy, bo zdominowany przez produkty rodzime (choć często z kapitałem zagranicznym). Potentaci ślinią się na myśl o rynku Chińskim czy Indyjskim, gdzie nasycenie jest jeszcze małe a potencjał ludności i wizja zysków ogromna. Google zagląda na polski rynek z powodzeniem, ale czy będzie miejsce dla portalu AOL, czy Facebook zbliży się do fotka.pl lub grono.net? Czy Yahoo przejmie o2.pl aby wejść z impetem? Zobaczymy.