Wartość rynku pierwotnego domen wynosi rocznie ok. 100 mln zł, co świadczy o mocnej pozycji tej rozwijającej się gałęzi rynku w internecie (internet sam w sobie jest wystarczająco rozwojowy…). Niesie to za sobą zapotrzebowanie na różne usługi z tym związane, szczególnie dające szansę na zarobek – niewiele różniące się od totolotka. Serwis www.cenydomen.pl jest jednym z wielu, który daje możliwość obserwacji zmian cen domen na bieżąco. Najpopularniejszymi giełdami są dropped.pl i aftermarket.pl które realizują także usługi łapania domen.

Nazwy niektórych domen zarówno na rynku światowym jak i polskim osiągają coraz wyższe ceny. Najdroższa dotychczas nasza nazwa to opony.pl, za którą zapłacono niemalże 1 mln zł. Gorzej gdybyśmy byli bardziej na południu… Coraz większa liczba osób zaczyna doceniać ten rodzaj inwestycji – tak przynajmniej wynika z artykułów PR produkowanych przez firmy rejestrujące. One bowiem zarabiają na firmach i użytkownikach. Na 1 wartościową domenę przypada 1000 zwyczajnych i 5000 tzw. ninjy. A każda to kilkadziesiąt zł w kieszeni registrarów przy niedużym koszcie (utrzymanie domeny to nie utrzymanie serwera). Nie dajmy się wciągnąć w wir wydatków jeśli nie znamy dobrze tematu.

W szczególnym centrum zainteresowania są domeny najkrótsze (najdroższe w utrzymaniu) .pl, co przekłada się na efektywniejsze promowanie biznesu w internecie, jak zauważa Marcin Zmaczyński z home.pl. Domeny sukcesywnie drożeją przysparzając ich właścicielom dodatkowych, niebagatelnych dochodów przy sprzedaży na rynku wtórnym. Dobrze byłoby takie wypowiedzi potwierdzić faktami. 500 domeniarzy to kropla w morzu analogicznej branży za jaką uważam numizmatykę+filatelistykę. Tam też trzeba było zacząć kilkaset lat temu (kilkanaście w przypadku domen) lub mieć kasę/szczęście – aby dobrze zarobić.

Wśród inwestorów można wyodrębnić trzy główne strategie zarządzania domenami. Kupując „atrakcyjne” domeny, „inwestor” początkowo zamierza stworzyć serwis www, aby sprzedać z zyskiem swoją domenę. Tylko że mamy wartość dodaną – serwis może stanowić do 99% wartości. Tylko czy to wtedy inwestycja w domenę czy serwis? To jak kupienie domu, wykończenie i umeblowanie – domena może być ninją. Drugi sposób wydaje się cechować mniej wyrafinowanego inwestora, który kupuje większe ilości nazw domen, po czym sprzedaje niektóre, utrzymując pozostałe i przy okazji zarabiając określone sumy. Czyli zarabia 1% z nich. Strategia szerokiego portfela, na giełdzie też się sprawdza. Trzecia droga, którą może pójść inwestor polega na wykupywaniu nazw domen zbliżonych do nazw podmiotów już istniejących, a następnie wprowadzanie ich do obrotu. Nieczysto, zahacza o cybersquatting, jest najbardziej medialne. Można też łapać domeny bazując na zapominalstwie czy celowym ich porzucaniu – ale tu wartością także często jest serwis. Przykładem Gmail.pl