Wyszukując nazw domen niejednokrotnie podajemy kilka, klikanaście albo i więcej zapytań dziennie u rejestratorów, aby sprawdzić które domeny są wolne. Handlarze domen mają najczęściej swoje programy umożliwiające sprawdzenie np. 100 domen na raz bez pośrednictwa rejestratorów. Czy jest możliwe aby firma monitorowała zapytania i sama rejestrowała domeny o które jest najwięcej zapytań ale nikt ich ostatecznie nie wykupił?

Internet Corporation for Assigned Names and Numbers (ICANN) wszczęła śledztwo dotyczące takich właśnie przypadków. Organizacja podejrzewa, iż ktoś monitoruje wyszukania niezarejestrowanych domen internetowych i wykupuje te domeny co do których zainteresowanie jest największe, w celu na przykład odsprzedaży. Proceder został nazwany Domain Name Front Running. Nie ma jeszcze żadnych dowodów na jego istnienie, ale coraz częściej otrzymuje doniesienia wskazujące na fakt, iż takie działania faktycznie mają miejsce. Także na polskim forum domen, di.pl pojawiały się spekulacje i doniesienia, że nawet nieatrakcyjne nazwy były wykupywane po tym jak ktoś wielokrotnie sprawdzał dostępność domeny.

Monitorowanie zapytań WHOIS i wybieranie najatrakcyjniejszych domen może być poważnym problemem. Wiedza o tym, jakie domeny faktycznie budzą zainteresowanie pozwala piratom domenowym wielokrotnie pomnożyć swoje zyski. ICANN uznaje za najbardziej prawdopodobne, że to resellerzy stoją za całym procederem – jest im najłatwiej monitorować zapytania i podkupować interesujące domeny a posiadając dane potencjalnych klientów składać im propozycję sprzedaży. Podejrzeń nie uniknęli także sami rejestratorzy, a konkretnie ich pracownicy – to sytuacja o której wspomniałem na początku.

ICANN zwraca się z prośbą o pomoc w badaniach nad procederem. Oczywiście najcenniejsze są informacje od osób, którym wydaje się, że mogły paść ofiarami DNFR. Więcej: http://pingwinarium.pl/prawo/polowanie_na_domeny