Przy pomocy ludzi i firm rejestrujących domeny z drobnymi literówkami Google zarabia obecnie niebagatelną sumę 500 milionów dolarów na rok. Osoby, które trudnią się takim procederem, to tak zwani typosquatterzy – ich zyski pochodzą głównie z reklam, a najprostszym rozwiązaniem dla czegoś takiego jest rejestracja w sieci reklamowej Google (bezpośrednio Adsense lub pośrednio na parkingach).

Dodaje ona bowiem automatycznie do witryny boksy i banery reklamowe na podstawie analizy treści oraz słów kluczowych, które podał administrator strony. Użytkownicy internetu zaglądają zaś na stronę przypadkowo, po prostu myląc się przy wpisywaniu właściwego adresu do przeglądarki – i to często. Niektórzy klikają w reklamy, jedni świadomie, inni przez przypadek. W każdym razie, pieniądze wpływają na konto właściciela domeny, a Google pobiera swoją prowizję.

Według Tylera Moore’a i Benjamina Edelmana z Harvardu, każda z uwzględnionych na ich liście 3000 popularnych domen ma około 300 swoich swoich fałszywych klonów. Według nich, codziennie 68 miliardów ludzi daje się złapać na tą praktykę – literówki mocną bronią domeniarzy.

Jedynym sposobem na usunięcie takiej fałszywki jest skarga właściciela oryginalnej domeny, co jednak nie zdarza się zbyt często, gdyż typosquatting jest często wykorzystywany także przez firmy w ich własnych serwisach, chociażby do zwiększenia na nich obrotów.