ICANN - Internetowa Korporacja ds Nazw i Numerów, teoretycznie uniezależniła się od USA, w praktyce jednak okazuje się to nie takie oczywiste. Skutkuje to niedostatecznym rozproszeniem Internetu, czyli m.in. istnieniem wyszukiwarkowych monopolistów czy też sieci dostarczania treści CDN.

Debata dotycząca ustawy COICA, która przyznaje administracji prawo odbierania serwisom domen naruszających prawa własności intelektualnej, stała się pretekstem do rozpoczęcia dyskusji o niezależności DNS. Pożądane formy komunikowania się przez Internet bez konieczności pośrednictwa  firmy zewnętrznej związane są z technologią P2P i rosnącą decentralizacją. Przyczyniły się do tego m.in. rozproszone tablice mieszające BitTorrenta i systemy wymiany peer’ów. Idealnym rozwiązaniem byłoby osiągnięcie tego samego efektu dla stron www których wyłączanie jest bardzo proste przez scentralizowany system nazwa DNS.

Devin Coldewey, przedstawiciel serwisu CrunchGear poruszył temat dużych zmian Internetu idących w kierunku zwiększenia prywatności i anonimowości dostępu do Sieci. Wywołało to głosy krytyki w środowisku. Przeciwnicy tej idei obawiają się obniżenia stopnia porządku i bezpieczeństwa. Coldewey podkreśla jednak, że wynika to z przyzwyczajenia i jest możliwe opracowanie bezpiecznego systemu poruszania się w Sieci bez centralizacji DNS-a (ataki typu DDOS także nalezy mieć na uwadze).

Niewątpliwym entuzjastą całego pomysłu jest Peter „brokep” Sunde, znany z The Pirate Bay, sławnego pirackiego serwisu. Aktualnie czeka go kara pozbawienia wolności. Do propagowania decentralizacji posłużył się Twitterem, przy okazji uznając  ICANN za przestarzały i mało użyteczny. Czas pokaże, kto ma rację, a tymczasem warto przypatrzyć się kwestiom neutralności i niezależności dotychczasowych rozwiązań.